Opisuję porażki tak samo jak sukcesy
Nie ma tu selekcji na potrzeby narracji "wszystko mi się udało". Miesiące, w których wszystko się posypało, są równie wartościowe do opisania.
Zanim zaczniesz czytać, warto wiedzieć czego tu nie znajdziesz
Przejrzystość zamiast domysłów
Nic na tym blogu nie jest poradą inwestycyjną, prawną ani podatkową. Opisuję własne doświadczenia. To, co zadziałało u mnie, może nie zadziałać u Ciebie i odwrotnie.
Nie zarabiam na tym, że klikniesz w link do banku, aplikacji czy produktu finansowego. Żadna z wymienionych tu nazw nie jest sponsorowana.
Nie istnieje jeden schemat budżetu, który pasuje do każdego gospodarstwa domowego. Opisuję podejścia i zasady, nie gotowe szablony do pobrania.
Żaden wpis nie obiecuje, że zaoszczędzisz konkretną kwotę ani że Twoje finanse się "odmienią". To nie jest motywacyjny coaching finansowy.
Opisuję konkretne sytuacje z życia. Miesiące z niespodziewanym wydatkiem, wakacje które kosztowały więcej niż zakładałam, okres kiedy zarobki spadły i jak to wpłynęło na nasze wspólne finanse.
Interesuje mnie mechanizm, nie liczba. Dlaczego pewne podejścia do pieniędzy są trwałe, a inne padają przy pierwszym stresie. Co sprawia, że jedna osoba trzyma się prostego planu przez rok, a inna porzuca rozbudowany system po dwóch tygodniach.
To jest blog o psychologii budżetowania. Nie o ekonomii.
Nazwa nie ma związku z finansami. Powstała jako kombinacja słów z prywatnego słownika, który prowadziłam przez kilka lat. Nie szukaj w niej znaczenia finansowego, bo go nie ma. Blog skupia się wyłącznie na treści, nie na brandingu.
Kilka zasad, których staram się trzymać
Nie ma tu selekcji na potrzeby narracji "wszystko mi się udało". Miesiące, w których wszystko się posypało, są równie wartościowe do opisania.
To że coś zadziałało w moim przypadku nie znaczy, że działa u wszystkich. Staram się to wyraźnie sygnalizować przy każdym wpisie.
Jeśli wspominam jakiś bank, aplikację czy narzędzie, robię to wyłącznie w kontekście opisywanej sytuacji. Nie jest to rekomendacja.
Wszystkie przykłady są w polskich realiach. Nie tłumaczę porad z anglojęzycznych blogów finansowych i nie zakładam, że polskie i zachodnie warunki są takie same.