Kiedy po raz pierwszy usłyszałam o budżetowaniu z trzydziestoma podkategoriami, wydawało mi się to rozsądne. Restauracje osobno, kawiarnie osobno, zakupy spożywcze osobno, produkty bio osobno. Przez pierwsze dwa tygodnie skrupulatnie wpisywałam każdy paragon.
Potem przyszedł weekend, kiedy nie miałam ani jednej chwili na rachunkowość. A po nim kolejny. I system się posypał.
Trzy kategorie działają inaczej. Są wystarczająco szerokie, żeby nie wymagały decyzji przy każdym wydatku. Wystarczająco wąskie, żeby nadal coś znaczyły.